Nasza sypialnia nie jest zła ;-)
Przede wszystkim jest nasza, poza tym jest BIAŁA.
Oczywiście, jak z każdym kawalątkiem bieli, M. na początku marudził. Bo On by chciał cyrkowe kolory wszędzie, W S Z Ę D Z I E!
Mówiłam Wam już, że gdy Go poznałam, Jego mieszkanie, według Jego projektu to było coś takiego?
jeden pokój - ściany żółte, kaloryfery niebieskie, parapet pomarańczowy
drugi pokój - ściany niebieskie, kaloryfer pomarańczowy, parapet żółty
przedpokój - ściany żółte, szafa niebieska i zapewne coś pomarańczowego (nie pamiętam co)
Kontynuować, czy już macie oczopląs? ;-D
Do tego dochodziły książki wszędzie, płyty wszędzie, na każdym meblu coś we wszystkich kolorach tęczy, na każdym fotelu, łóżku, kanapie inna tapicerka...
Dobra, teraz się już nad Wami znęcam ;-)
Ale jakoś to przeżyłam, później była wyprowadzka do naszego wspólnego mieszkania i znowu bój o kolory. Znowu ich trochę było, ale zgaszone i nie więcej, niż dwa w jednym pomieszczeniu.
Ale i tak już mnie to przytłaczało.
Zwłaszcza, że mamy sporo książek - okładki to już cyrk sam w sobie, a przecież nie będę czytać tylko książek w białych okładkach...
No i moja kolekcja porcelany się rozrosła - a przecież nie będę jej chować po szafkach, skoro taka piękna,
No i koty łaskawie przestały żreć rośliny, więc pojawiło się ich kilka(naście) ;-)
Itd, itd, itd.
Jakiś czas temu rozpoczęłam więc twardą i nieustępliwą ręką wprowadzać zmiany totalne.
W grę wchodziła tylko biel na ścianach, białe meble (w większości), szarości, trochę czerni i drewno (jasne drewno!).
Oczywiście dodatki są kolorowe, bo my bez koloru - jak widać - nie umiemy funkcjonować ;-)
Sypialnia już od jakiegoś czasu nie jest zła, ale...
Trzymamy w niej całą biblioteczkę. W innych pomieszczeniach brak miejsca.
I uwierzcie mi, to już jest tyle koloru, że z każdym dodatkiem trzeba się mocno zastanowić.
To, co robię w sypialni ostatnio, to wyprowadzanie z niej kolorów :-)
Kolory, sio gdzie indziej. Uwielbiam kolory, ale tu już konkurencja jest za duża.
Kilka akcentów zostanie, ale reszta wylatuje bez litości.
Najważniejsza rzecz, to nowa pościel. W małym pomieszczeniu gra ogromną rolę.
Na razie szukam TEJ WŁAŚCIWEJ.
I kiedy już już znajduję, to okazuje się, że albo wyprzedana albo mnie nie stać ;-)
Ale jestem cierpliwa i ustrzelę jakąś piękność w końcu!
Wszystkie komplety pościeli, jakie mamy, są dość kolorowe.
A chcę białą i biało-czarną.
(i ostatnio spodobała mi się żółto-biała hehehe)
Tak, wiem, narzuta byłaby tu rozwiązaniem. Mamy narzutę.
Jednak, wstyd się przyznać, ale trudno... Jednak jesteśmy za leniwi na codzienne "robienie łóżka", wygładzanie kołderki, układanie poduszeczek i pieczołowite rozpościeranie narzuty.
Narzuta jest tylko wtedy, gdy mamy gości albo wyjeżdżamy (żeby koty nie zostawiały swego futra na pościeli) ;-)
Więc łoża na razie nie zobaczycie. Będzie pościel, to i owszem, porobię wtedy zdjęcia.
Druga rzecz, nad którą mocno się ostatnio biedzę, to właśnie książki...
Mamy 4 podwójne i zapełnione po brzegi regały Billy z Ikei.
W połowie roku zapewne trzeba będzie dokupić nadstawki.
Ale
Wiecie pewnie jak to jest: na początku w książkach jest super porządeczek: reportaże osobno, kryminały wszystkie razem, babskie czytadła skromnie obok siebie, itd.
Ale mija jakiś czas i wszystko, co akurat się przeczytało, ląduje nie tam, gdzie powinno, a tam, gdzie da się to po prostu wcisnąć.
I teraz szukaj, człowieku, jakiejś książki, jak tam, gdzie jej miejsce jej nie ma. Tia :-)
Więc część biblioteczną sypialni też pokażę, gdy uporam się z porządkami.
Na razie wygląda to na zadanie niemożliwe hahaha!
No i ok i tu dochodzę do sedna (wstęp na 100000000 słów, a sedno na 5 słóweczek) ;-D
Znaczy po prostu niech mówią focie.
To jest nasz zagłówek łóżka, jakieś pierdółki na nim.
Aktualnie czytanie książki schowane są na półkach po bokach zagłówka. Na wierzchu zostały zeszyty Mimi & Zorkiego, bo ostatnio karmię się przed snem Ich zdjęciami :-)
Plakaty tylko dwa i to się jednak nie zmieni (miało być więcej, ale nie wiem, zastanowię się...).
Kawałek komody z bałaganem M. :-)
No i Bazylia, ona musi uczestniczyć w każdej sesji zdjęciowej ;-)
Bombadil ma moje wygibasy z aparatem głęboko w rudej dupce i jest zakaz przeszkadzania mu w śnie :-)
Dobra, koniec pitolenia, bo zaraz się okaże, że napisałam powieść na temat kawałka mebla i ściany ;-)
No i tak to wygląda i ja to lubię ;-)
xoxo
Wasza fu