Aż mną trzęsie... Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim :(
Trochę długi mi tekst poniżej wyszedł, ale może dacie radę go przeczytać, może komuś pomogę w podjęciu dobrej decyzji, zanim wyda swoje ciężko zarobione pieniądze...

Pisałam tu:
Jest kanapa, jest problem

W czwartkowy wieczór dotarł narożnik. I co? I nie do końca taki, jaki zamawiałam i za jaki płaciłam. Miał mieć dwie dodatkowe poduchy "oparciowe", a nie ma... Ponoć dostanę je w przyszłym tygodniu. I znowu czekanie :/ Na razie narożnik wygląda więc tak:




Pisałam Wam o tym 12 października, czyli 18 dni temu.

Zamówione i opłacone dodatkowe oparcia do nas nie dotarły

Sprzedawca przestał odbierać telefony i odpisywać na maile po tym, jak obiecał wysyłkę poduch, a ja życzyłam mu miłego dnia.
Zanim wpłaciłam pieniądze, odpowiedzi na maile przychodziły jak błyskawica, po kilkunastu minutach. Nagle cisza.

Po którymś mailu, na który sprzedawca nie odpisywał po kilka dni, zadzwoniłam. Nie odebrał. Zadzwonił więc M., którego numeru telefonu sprzedawca nie znał. Oczywiście tym razem odebrał. I powiedział, że wysłał trochę później i mamy się nie martwić. M. życzył mu miłego dnia.

Od tego później wczoraj minął szósty dzień, poduch-oparć brak. I tym razem ode mnie telefonu nie odebrał, od M. też już nie odebrał, ale, hahaha, odebrał telefon z trzeciego, nieznanego mu numeru. Przecież to może dzwonić potencjalny frajer!
Tym razem nie starałam się być szczególnie uprzejma i - zgodnie z prawdą - poinformowałam sprzedawcę, że skontaktujemy się z prawnikiem w przypadku, gdy poduchy nie dotrą do nas do wtorku, 4 listopada.

Żeby mieć to na piśmie, wysłałam wszystkie informacje mailem. I dostałam w końcu pisemną odpowiedź. Och, uroczą... :(((

Cytat, pisownia oryginalna:
jestem zmuszony do odmowy realizacji  dodatkowego zlecenia którego przedmiotem jest wykonanie zamówionych po dostarczeniu narożnika  dodatkowych poduszek  odpłatnie oraz   żądania pokrycia przez Panią poniesionych prze zemnie kosztów.


Nic z tego bełkotu nie rozumiem, tylko się domyślam. Sprzedawca nie wysłał poduszek, choć dwukrotnie twierdził, że to zrobił. Nagle z części zamówienia stały się czymś dodatkowym. Co więcej: chce chyba jakieś pieniądze od nas, bo naraziliśmy go na jakieś (jakie???) koszty???

We wtorek spotykamy się z zaprzyjaźnionym prawnikiem, klecimy stosowne wezwanie do wywiązania się z warunków umowy i je wysyłamy. 
Stawiam perły przeciwko kasztanom, że listu nie odbierze, he he he.

I nie wiem, co dalej. 
Te poduszki to nie majątek, ale - jakby nie było - stanowią 1/8 wartości całego zamówienia (bez kosztów transportu).
Nie majątek, ale - jakby nie było - ktoś postępuje bardzo brzydko. Dodatkowo zaczyna mi wmawiać, że to ja jestem ta bebe, że to ja zrobiłam coś nie tak, wymusiłam wcześniejszą dostawę kłamstwem (sic! to też cytat dla mnie niezrozumiały), że winna jestem jakieś pieniądze za jakieś koszty...

Nie mogę tak po prostu tego olać, choć wszystko we mnie krzyczy, żebym nie stała się pieniaczką i nie wytaczała armat na komary :(
Jest mi cholernie, cholernie przykro, że jestem tak traktowana :(

No ale sądzić się o to w miejscu oddalonym od mojego domu o 280 km, wynajmować prawnika, jeździć, denerwować się???
Nie wiem... Nie wiem, co mam zrobić. Może tylko spuścić główkę i mieć nauczkę.


Pytacie o namiary na firmę, która zrobiła narożnik.
Tak, jest ładny, tylko niekompletny i w związku z tym przepłacony.

Nie mogę Wam tej firmy polecać, nie mam sumienia.
Mogę Wam jedynie bardzo odradzać kupowanie coś od tego sprzedawcy.
Jeśli zastanawiacie się nad kupnem narożnika, który mocno Wam przypomina ten mój, piszcie, pytajcie, ale prywatnie. Dam Wam znać, kogo unikać, jeśli nie lubicie ładować się w dziwne i nieprzyjemne sytuacje oraz tracić pieniędzy.

Musiałam się wyżalić :(



 photo podpistroacutejk1050tyikropki_zps2600bf8f.png



70 komentarzy

  1. Nie odpuszczaj. Może się okaże, że samego pisma się przestraszy i odda kasę. Mój brat ostatnio też miał podobną sytuację, tylko jemu nic nie przysłali. Zgłosił sprawę na policję i pieniążki wróciły. Moim zdaniem warto walczyć z oszustami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, warto, ale czy interesuje mnie Pyrrusowe zwycięstwo? Wygram, to pewne, ale za jaką cenę? :/
      Pismo wysyłamy, jeśli nic się nie zmieni. Tylko, że on nie musi go odebrać i pewnie nie odbierze.

      Usuń
  2. bardzo dołująca sytuacja, najgorsza jest bezsilność spowodowana odległością, może prawnik doradzi Wam coś mądrego bo przydałaby się panu nauczka;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wtorek jesteśmy umówieni... ale coś we mnie krzyczy, że to głupstwo, że trzeba zapomnieć i iść dalej.

      Usuń
  3. Pppppfffff..... Aż mi gul złośnik skoczył. Jeeezuu jak ja nie lubię takich sytuacji. Tu już nawet o pieniądze nie chodzi ale o podejście człowieka do klienta, ba, drugiego człowieka. Dawaj kase i spier***aj? Świństwo, beszczelność, tak się nie robi. I co dalej, tak jak piszesz, po sądach się ciągać? W imię czego? Ja ci gnoju pokażę? Szkoda Twoich nerwów i czasu. Ja bym do miejscowej (dla miejsca zamieszkania "kanapowego") gazety artykuł puściła. I taaaką reklamę że aż mu w pięty pójdzie!! Serio, zadzwoń, pogadaj z jakimś pismakiem i już, do boju! Stoję za Tobą i wspieram!!! No, i się nie daj burakowi!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nie będę robić niczego takiego. Nie przed ostatecznym rozwiązaniem sprawy. W jakikolwiek sposób. A dopóki sama nie zrobię tego, co zapowiedziałam, to sprawa dla mnie zakończona nie jest.

      Sprzedawca wie, że mam bloga, wie, że mam pytania o ten narożnik i wie, że odpisuję wszystkim, że nie jestem w stanie nikomu go na razie polecić. Poinformowałam go, ale nie dałam adresu bloga ;)
      Jest na tyle bez wyobraźni, że nie wie, że wysyłając mi te poduchy zgodnie z umową, zyska potencjalnie zamówienia na kilka-kilkanaście tysi. Ale woli stracić kilkanaście tysi, niż zrealizować cząstkę zamówienia na kilkaset zł...
      Czym ma sobie to tłumaczyć, jak nie głupotą? A głupi ludzie są niebezpieczni :(((

      Usuń
    2. Pewnie nie ma tych poduch. I dlatego tak kombinuje. Oszukał już na wstępie, to teraz musi ponieść tego konsekwencje. Szkoda tylko, że nie chcesz podać nazwy jego użytkownika publicznie. Pewnie sprzedaje też inne rzeczy, niepodobne do tego narożnika. Lepiej wiedzieć, kogo unikać.
      Ech, że też ludzie ludziom...

      Usuń
  4. jak ja nie cierpię takich sytuacji, może policja coś zrobi, słyszałam, że z oszustami internetowymi całkiem łatwo wygrać, a ty jakby nie było zostałaś bez poduch i bez pieniędzy. Dobre w tym wszystkim jest to, że chociaż sofa jest ładna :D Łączę się w bólu i trzymam kciuki!
    Zapraszam przy okazji na konkurs do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczam zgłoszenia sprawy na policję. Nie wiem, oczywiście, czy nie usłyszę, że to za mała sprawa.

      Usuń
  5. fu tak mi przykro :( ale chamstwo !!
    ja bym nie popuściła ! wynajmuj prawnika i trzeba działać !
    trzymam kciuki :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) dzięki Waszym słowom nabieram pozytywnej siły. Nie tej pieniaczej, tylko tej spokojnej :***

      Usuń
  6. Eh kochana! nie brakuje idiotów bez podstawówki w tym kraju... Jak może być słowny człowiek, który nie wie co to duża litera? Tergo chyba w gimnazjum uczą (założe się, że on to ten roczkik), bo też miałam ostatnio spinę mailową, ale ze studnetem z którym miałam zajęcia, i też pisał do mnie maile, a tekst brzmiał podobnie :P
    A tak na poważnie, jest cos takiego jak rzecznik praw konsumenta i nie wiem dokładnie jak to wygląda, ale on prowadzi za Ciebie wszystkie sprawy, o ile sprawa trafi do sądu... ale może najpierw napiszcie z prawnikiem pisemko, jak się nie przestraszy to idź do tego rzecznika. Zostałaś oszukana. I coraz częściej się o tym słyszy. Gdyby każdy oszukany (chociażby za nieprzyjęcie butów do reklamacji) poszedł do takiego rzecznika, w sądzie byłoby sopor wygranych spraw przez konsumentów, to sprzedawcy bardziej by się bali nas tak robić w bambuko :P a może jeszcze spróbuj zadzwonić do jego szefa/przełożonego? ( o ile to nie jego firma) i złóż na niego skargę... niech go wywalą z roboty i będzie miał gówniarz nauczkę :) nie wiem czemu, ale wydaje mi się że to gówniarz...
    dobrze że o tym napisałaś :) głowa do gór, buziak na poprawę humoru :)
    ps. dobrze, że przynajmniej kanapa jest łada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Firma jest jego, ale tym bardziej ma więc coś do stracenia, prawda?
      Już nie mówiąc o potencjalnych klientach z polecenia. Wie, bo mu pisałam, że mam pytania o narożnik i że na razie radzę uważać...
      Z UOKiK zamierzamy się skontaktować, jeśli to będzie konieczne. Bardzo nam kiedyś pomogli i zakończyli pozytywnie sprawę z pewnym dostawcą internetu.

      Usuń
  7. Ehh....co za ludzie, ręce opadają.... :/ Trzymam kciuki, żeby udało Ci się w miarę bezboleśnie odzyskać poduchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Kciuki bardzo potrzebne :)

      Usuń
  8. Martuś tak m przykro, że natknęłaś się na nieuczciwego sprzedawcę. Dla mnie nie do pomyślenia. Sama sprzedaję przez internet moje twory i klient jest dla mnie najważniejszy. Nie wyobrażam sobie żebym mogła nie wywiązać się z umowy lub oszukać kogoś.
    Dlatego Kochana nie miej skrupułów i ile się da walcz o swoje. Może jak go postraszysz prawniczym pismem i perspektywą sprawy sądowej to przemyśli swoje działanie i odda Ci pieniążki, albo przyśle zamówione przez Ciebie poduchy.
    Powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja właśnie zawsze zakładam, że inni sprzedawcy są tacy, jak Ty...
      I nie czuję się naiwniarą, bo przecież to jest czysty zysk, pomyślnie i dobrze zakończyć transakcję. To jest potencjalnie przypływ klientów z polecenia.
      Tym bardziej tego pana nie rozumiem.

      Dziękuję, Martita :)

      Usuń
  9. Funitko kolejny oszusta jakich na tym świecie coraz więcej...bardzo mi przykro, serio... zresztą wiesz, ja niedawno byłam z drugiej strony i podobne mam odczucia. Co można zrobić? można złożyć doniesienie... pojechać... tylko czy warto traci nerwy na tych ludzi? Moja oszustka odesłała mi podstawki... Jednocześnie uśmierciła swoje dziecko i mamę... Mi pisała , że jej dziecko umarło... Innej znajomej, która zrobiła dla niej pled szydęłkowy powiedziała, że teraz nie ma głowy do zamówień i płacenia, bo jej mama umarła... no i zrozum ludzi.
    trzymaj się:* mam nadzieję, że sprawa jakoś się wyjaśni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu ciarki na plecach :( Myślałam o Tobie, o Twojej niedawnej sytuacji, pisząc ten post.
      To, co ta dziewczyna pisze, jak sobie dla kilku ładnych rzeczy uśmierca rodzinę...
      Nie mam słów.

      Usuń
  10. Funi, Ty nie masz nam ich polecać !
    Jeśli dobrze rozumiem, to masz papiery i na to co zamówiłaś dodatkowo i za co zapłaciłaś, więc masz pełne prawo napisać "Firma X&Y - oszuści i złodzieje" machając przy okazji zamówieniem i potwierdzeniem wpłaty, żeby nie było, że szkalujesz niewinnych ludzi. Sprawdź to na wszelki wypadek z tym swoim prawnikiem, ale w ten sposób uratujesz tyłek nie tylko swoim czytelnikom, ale każdemu kto owych będzie szukał w necie. Ze swoją widownią będziesz raczej wysoko w wyszukiwarce.A jeśli im nie zależy na dobrym imieniu... uhm.
    Chyba, że nie chcesz być rycerzową w złotej zbroi, to nie musisz, to nie jest obowiązkowe :)

    [Chyba, że nie chcesz być Segritą blogosfery wnętrzarskiej :DDD ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy mam takie prawo w oparciu o dokumenty. A nawet, jeśli mam, to moje standardy moralności (o kurde, ale patos, hahahahaha) nie pozwalają mi na publiczne rzucanie nazwami, nazwiskami. Nie :) I będę z tym żyć, choć może coś by to dało. Ale mi by z tym było źle.

      Błagam, wyjaśnij zdanie w nawiasie :) Jest bardzo intrygujące! Znam blog Segritty, ale tak do końca nie łapię sensu :)

      Usuń
    2. i dlatego właśnie, że mało walczymy z bylejakością wszelaką dookoła, mamy to, co mamy...Nikt się nie musi starać, bo po co. Nieuczciwi sprzedawcy i nie tylko nic nie zmienią, bo sami tego nie czują i jeszcze nikt im porządnie nosa nie uciera... I gotuje się we mnie, jak po raz kolejny słyszę o przykładzie, gdzie to ten mądrzejszy, uczciwszy ustępuje a nieuczciwość i nieprofesjonalizm ma się dobrze...

      Usuń
    3. Moralność to nie jest takie zakurzone słowo jakby się wydawało i za to Ci dzięki.
      Aczkolwiek nie uważam, że proponowane przeze mnie rozwiązanie nie jest moralne - tyle, że może też zostać uznane za pieniackie i to też rozumiem.

      A Segrita przez znacznie mniejszy niż w Twoim wypadku, błąd ludzki poszła z Nikonem na noże i buja się to po całym internecie :D Najbardziej skrótowo i obiektywnie opisał to chyba Paweł Tam nawet oszustwa nie było, a jest afera :)

      Usuń
    4. Błąd inny, nie wiem, czy mniejszy. Finansowo u mnie kwota nie sięga tysiąca z hakiem, nienienie.
      Jest mniejsza, ale dziwnie mam wrażenie, że jest na tyle wymyślona na niewielką, żeby nie opłacało się kupującemu o nią walczyć. I tak raz na jakiś czas wpada sumka za nic panu...

      Usuń
    5. Magdo, czy ja mam rację? Tego, dopóki sprawa nie znajdzie zakończenia nikt nie może powiedzieć.
      Moim zdaniem ją mam, ale zdaniem sprzedającego jej nie mam... Być może, gdyby to on opisał całą transakcję ze swojego, niepojętego dla mnie jak na razie, punktu widzenia, to ja teraz bym się wstydziła.
      To, że kłamał, mam na piśmie... Ale czy to wystarczy?

      Usuń
    6. U Seg MNIEJSZY, bo tam odpowiedział jakiś pan z agencji, a u Ciebie WŁAŚCICIEL, twarz firmy, która robi ludzi w... bambuko. To jest jakaś PRowa porażka tego chłopa, on nawet nie ma na kogo zwalić. No jeśli właściciel firmy jest oszustem, to czego się po nich spodziewać? Ba, kto chciałby jeszcze dać takiemu zarobić ?
      Trochę jak z szyciem ciuchów rączkami małych chińskich dzieci...

      Usuń
    7. No nie wiem, kavka tam poniżej mnie trochę przystopowała. Ale skoro na papierze wszystko masz to o pomówieniu nie może być mowy.

      Pójdę może w telepatyczny nacisk na pana, żeby dosłał co obiecał :)

      Usuń
    8. Napisał, że nie dośle (choć wcześniej pisał, że wysłał, hehe), to nie liczę na to. Poduch oczywiście nie ma. No i jutro nasze pisemko z kancelarii do pana idzie ;)

      Usuń
  11. Jezu, dzieje się coraz gorzej w tym internecie:(( Ja właśnie kompletuję dokumenty i potwierdzenia na policję, gdyż zamówiłam porcelanę dla mamy, która nigdy do mnie nie przyszła:((
    Jest mi coraz trudniej zaufać:( A najgorsze jest to że oni są bezkarni, bo ten sklep dalej istnieje i pewnie naciąga kolejnych frajerów takich jak ja:(
    Nie odpuszczaj, oni nie mogą czuć się bezkarni!! Trzymam kciuki za Twoją sprawę i mam nadzieję, że się uda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja trzymam kciuki za Ciebie. Masz przecież ewidentny dowód na to, że nie dostałaś nic!

      Usuń
    2. a może to jest jakis pomysł, zeby powstało miejsce w sieci, gdzie można by wpisywać nieuczciwych sprzedawców i nasze doświadczenia? Ja sama kupując coś np. na Allegro sprawdzam opinie o sprzedawcy, to zobowiązuje sprzedawców i ułatwia życie kupującym. Taki bank danych o sklepach i firmach, których jest przecież mnóstwo w sieci...

      Usuń
    3. Trafiłam dziś rano na taką stronę, ale po godzinie próby wypełnienia wszystkiego czego wymagają dałam sobie spokój:(( to www.dodajoszusta.com. Ale na www.opineo.pl dodałam bez problemu.
      Ehh szkoda gadać, strasznie to jest przykre:(

      Usuń
    4. Zastanawiam się na ile wiarygodne opinie można znaleźć w takich miejscach. Nie zawsze kupujący ma rację, choćby bardzo głośno o tym krzyczał ;)

      Usuń
  12. ale sie rozzłościłam jak to przeczytałam! wstrętny typ! szkoda mi Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, złość w człowieku wzbiera, a po co? Po co szargać nerwy? Nie zasługujemy na to...
      Może lepiej pójść na jogę, na spacer, zjeść jabłko, bo jabłka teraz wprost boskie są :)

      Dziękuję :)

      Usuń
  13. Ja zawsze kupuję ze sprawdzonego źródła, wole wydać więcej i mieć spokój, sama ostatnio otrzymałam sofę, czekałam 6 tygodni (miało być 6-8), dotarła wcześniej, mimo, że wykonywano ją w Danii, panowie z firmy przyjechali, ZDJĘLI BUTY, wnieśli, wyszli po papierki i inne sprzęty (założyli buty), zdjęli buty ponownie, zamontowali, przyczepili filce pod nóżki każdego z modułów, przenosili aż znalazłam odpowiednie miejsce (czyli centymetr w jedną, centymetr w drugą) i zajęło im to wszystko 20 min. Szybko, miło, bezpiecznie i jeszcze kupon promocyjny na 1300 zł zostawili do zrealizowania. Sofa jest piękna, perfekcyjnie wykonana, z najwyższego jakościowo filcu. Było warto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaaaaa :) Czyta się to, jakby się oglądało w Sevres Wzorzec Sprzedawcy :)

      Wiem, że kupując coś tanio, można o wiele więcej stracić. Wiem o tym, ale z pełną świadomością to zrobiłam. Fundusze nas bardzo ograniczały, a ja nie miałam tyle wyobraźni, i czasu żeby pokombinować, jak zamienić może jakieś wymyślone, wymarzone, zaplanowane meble na tańsze, a kanapę jednak znaleźć lepszą. Nauczkę mam na pewno.

      Co zabawne, bardzo miło sobie z panem rozmawialiśmy, jak u nas z kanapą był. Byłam zdziwiona, że tak dobrze wyglądający, wygodny mebel (bo tego mu wciąż nie odmawiam) jest tak tani. Pan nieco odporny był na argumenty, powtarzał, że drożej nikt tego nie kupi i... od niedawna podniósł wszystkie ceny ;D

      Usuń
    2. no tak to jest Funitko
      wiem jak to jest z brakiem kaski, dlatego my przez 6 lat mieliśmy najtańszy zastępnik z ikea:-)
      się trzymaj i nie poddawaj, walcz

      Usuń
    3. Dzięki :)
      Nauczka, jaką mam jest nie do przecenienia. To zawsze jakiś plus.
      Muszę się też uczyć czekania i cierpliwości, to u mnie kuleje i powoduje podejmowanie takich, a nie innych decyzji.
      Dziś wiem, że wolałabym jeszcze np. pół roku zbierać na kanapę, ale kupić od kogoś bardziej godnego zaufania.
      Mądra Polka po szkodzie :)

      Usuń
  14. Rozumiem Twoją frustrację. Myślę, że zamiast tę wspaniałą firmę informować o wizycie prawnika, najlepiej byłoby mu napisać, że jeżeli nie przyśle Ci tego co obiecał to poinformujesz wszystkie blogerki o nazwie wspaniałej firmy. Jeżeli zna siłę blogosfery to prześle Ci zaległości, przeprosi i jeszcze gratis dośle. Jeżeli nie zna - to bardzo szybko się o tym przekona, bo najpewniej żadna z nas (piszę "najpewniej" bo nie chciałabym wypowiadac się w imieniu wszystkich blogerek wnętrzarskich) nie zrobi u niego zakupów. Poza tym myślę, że wiele z nas informacją chętnie podzieli się na swoim blogiu i ze swoimi znajomymi.
    Jeśli ktoś nie szanuje Ciebie i tego, że musiałaś się napracować, by zarobić na zakup wymarzonej kanapy, to sam nie zasługuje na szacunek. A opisanie sytuacji, pełnej żalu i negatywnych emocji, to zdecydowanie za mało za to, że firma tak traktuje swoich klientów. Tak samo jak polecasz kupować w jakiejść firmie, tak samo możesz niepolecać robienia z kimś interesów. Masz do tego prawo. Chętnie poznałabym tę firmę.

    pozdrawiam,

    Joanna z Lovearti Studio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwę firmy mogę Ci podać w korespondencji prywatnej :) Nie chcę, żeby publicznie stało czarno na białym, że fu tę firmę odradza. Nie jest to w moim stylu.
      Wiem, że w prywatnych rozmowach mogę mówić szczerze i nie grozi mi to żadnymi konsekwencjami.

      Jeśli jednak jakimkolwiek następnym zagraniem ten pan mnie do tego zmusi, to przynajmniej zapytam prawnika, co o takiej opcji sądzi :)

      Usuń
    2. Tu nie chodzi o pokazywanie na blogach wnętrzarskich nazwy firmy jak pisze lovearti bo to dość dziecinnie wygląda, tu chodzi o zwykłe niewywiązanie się z umowy tej firmy a to jest sprawa dla prawnika i uokik. To są właściwe organy. To jest prawem uregulowane. Pisać to sobie można i wymieniać, konsekwencje mogą być nieprzyjemne nie tylko dla pana (głos oburzonych bloggerek no i może ze 2 osoby, które zrezygnują z kupna) ale i dla tego kto rozprzestrzenia te informacje (czyli np. Fu), bo dopóki się nie udowodni... więc mądrze robisz Fu, publicznie bez nazw, załatw to profesjonalnie i bez emocji (jeśli dasz radę, wiem przez co przechodzisz, ja miałam taką sytuacje z firmą remontową tu stawką było 100 tyś. i też musiałam emocje zachować dla siebie, a wkurw i bezradność były olbrzymie, więc trzymaj się)

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończyło. Rety...

      Usuń
    4. A to fiutek!!! Kavka dobrze radzi. Fu nie odpuszczaj i zgłoś to do uokik- może tam Ci poradzą jak to sensownie i bezpiecznie dla Ciebie rozwiązać. Trzymam kciuki!

      Usuń
    5. Muszę sprawdzić, czy elektronicznie mogę do UOKiK moją sprawę wysłać, bo na wizytę u nich na razie nie mam szans - brak czasu.
      Ale kto wie, może jak się jeszcze bardziej wnerwię? ;)
      Złość, a raczej takie rozżalenie, że ktoś mnie brzydko potraktował mija mi z dnia na dzień, ale muszę odłożyć jakiekolwiek emocje na bok i myśleć o tym, że to oszust i tyle.

      Usuń
  15. Faktycznie beznadziejna sytuacja. Dobrze, że o tym napisałaś i wiesz ja na Twoim miejscu nie odpuściłabym. Myślę, że facet właśnie na to liczy, że będziesz miała dosyć i się wycofowasz, a on zostanie z Twoją kasą i przeświadczeniem, że nadal może tak postępować. Po sądach też nie chciałabym chodzić, ale myślę, że to pismo może zadziałać i facet sie przestraszy. Oby tak się stało.
    Trzymam kciuki za dobry finał tej całej kanapowej sprawy i czekam na dalsze wieści.
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisma raczej nie odbierze, ale może sam fakt, że zobaczy, że je NAPRAWDĘ wysłałam...

      Dzięki za kciuki, są bardzo potrzebne :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Kasią, nie popuszczaj! a tak w ogóle to zawsze można oddać, chyba jakiś okres do zwrotu zakupionego przedmiotu jest??? ja też trzymam kciuki! i informuj jak sprawy się potoczą ;)
      trzeba walczyć o swoje i swoją kasę!

      Usuń
    3. Właśnie bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam, że jeśli wykonawca czarno na białym nie napisał, że od umowy kupna-sprzedaży zawartej przez internet obowiązuje 10-dniowy okres, w jakim można od niej odstąpić, to zamawiający może odstąpić od umowy, rozmyślić się, w ciągu 3 miesięcy, hehe ;) Więc może w grudniu stwierdzę, że ta kanapa jest za duża i mu ją oddam. Stracę na przesyłce, ale będę miała głupią satysfakcję ;D

      Usuń
  16. A ja bym próbowała oddać narożnik, ponieważ nie był zgodny z zamówieniem i żądała zwrotu kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to jest wyjście.

      Fu nie odpuszczaj, i trochę więcej stanowczości (nie pieniactwa - co to ma w ogóle do rzeczy), ale właśnie nieugiętości. I działaj, bo jeśli nie walczyć o sprawiedliwość to, o co? Lepiej się poddać na samym początku? A czym płaciłaś? Kartą kredytową/płatniczą? Tak byłoby najlepiej, łatwiej o zwrot się ubiegać (chociażby cenę tych dwóch poduch). Szkoda, że taki kawał od Ciebie ma ten pan firmę. Trzymam kciuki za pozytywne rozwiązanie sprawy :)

      Usuń
    2. Robiłam przelew przez net.
      Walczę, nie poddaję się. Jutro będzie wysłane przez kancelarię "ostateczne żądanie do wywiązania się z umowy" czy jakoś tak. I zobaczymy, co dalej.

      Usuń
  17. współczuję ale niestety jeszcze zdarzają się takie "firmy". Polecam wysłać krótkie pismo mail/pocztą z podaniem paragrafów z KC itp. To działa nieco mocniej na niektórych osoby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pismo z kancelarii wychodzi jutro :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  18. Kaczki w takich sytuacjach zawsze ida na wojne.
    Trzymam kciuki. /kaczka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waleczne Kaczki!
      fu się od Nich uczą i też idą! (byleby tylko sobie palca nie odstrzeliły, bo wprawy nie mają) ;D

      Usuń
  19. kochana a ja bym wytoczyła, bo moim zdaniem tacy ludzie tylko żerują na tych co spuszczają głowę! może jak raz,drugi ktoś nie odpuści to się przestanie właściciel cieszyć z "udanych transakcji". Mnie też to spotkało,na allegro. Napisałam do pana , że albo uzna moją sprawę, albo- skoro mam jego dane - to idę n apolicję złożyć skargę o oszustwo(wprawdzie może się śmiać ,ze niska szkodliwość czynu), ale tak mu koło dupy narobię,ze mnie popamięta.Oddał kasę z nawiązką i mi napisał,że nawiązkę mam na tabletki uspokajające haah. teraz się z tego śmieję,ale wtedy uhhhhh!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, zuch Anita! I bardzo dobrze.
      Emocje opadły do zera, ale to jeszcze lepiej, bo teraz po prostu na zimno i w każdy dostępny, legalny sposób, upomnę się o swoje. Może już będzie się bał następną osobę wycyckać.

      Usuń
  20. :(( Przykra sprawa takię nędzne traktowanie klienta :(! Trzymam kciuki za jednak pozytywne zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  21. nie daj się Fu !!! wiem ,że może to być ciężka sprawa ale gdzie jest Urząd Ochrony Praw Konsumenta ? - będę trzymać mocno kciuki ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do UOKiK spróbuję najpierw mailowo, a jak nie, to się do nich pofatyguję. Już raz nam pomogli.

      Usuń
  22. Współczuję bardzo :-(. Ale wiesz co? Z poduszkami czy bez - jest PIĘKNIE. Masz niesamowity talent do doboru kolorów. Trzymam kciuki za pozytywne zakończenie sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeny :))) Dziękuję z całego serducha za te słowa :***

      Usuń
  23. Dajcie prawnikowi swoje pełnomocnictwo do tej sprawy.
    On napisze 'ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty', jeśli nie zwrócą kasy - wytoczone zostanie powództwo przeciwko nim w celu zasądzenia należności na drodze postępowania cywilnego. Brak wpłaty pozwoli na zawiadomienie rejestrów i ewidencji o zaleganiu z płatnością.
    Nigdzie nie będziesz jeździć, bo prawnik będzie Cię reprezentował.
    Głowa do góry :) Ja dziś zaczęłam walkę 37.000 z odsetkami i jestem dobrej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ILE??? 37000? O rety... To ja za Ciebie moje wszystkie kciuki trzymam od dziś :)

      Nie chcę od niego kasy, chcę te poduszki. Bez opcji z poduszkami w ogóle bym tej kanapy od niego nie kupiła.
      A z zawiadomieniami to przemyślę :)

      Usuń
  24. Ja myślę, że powinnaś walczyć. Nie można odpuścić!
    My taką sytuację mieliśmy z lodówką, na którą czekaliśmy na "święte nigdy" i której zakup zablokował nam urządzanie kuchni. Wysłaliśmy jednak przedsądowe wezwanie do zapłaty i... zgłosiliśmy sprawę do Rzecznika Praw Konsumenta. Ten wszczął sprawę z firmą, lodówki się nie doczekaliśmy ale... odzyskaliśmy wpłacone za lodówkę pieniądze. W tej sytuacji radzę ci zgłosić sprawę do RPK, bo firma nie wywiązała się z umowy. Życzę powodzenia i trzymam kciuki za pozytywny, mimo wszystko koniec tej smutnej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zobaczymy, czy pan szanowny od kanapy w ogóle odbierze wezwanie... Jeśli nie, to otrzyma pismo z UOKiK. A później - zobaczymy. Zadziwia mnie totalnie. Odradziłam już kilku osobom współpracę z nim, więc stracił kontrakty na kilka tysięcy złotych. Wie o tym, ale woli tracić kasę z powodu tej sytuacji, niż ją uczciwie naprawić...

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Każdy komentarz jest mądry i potrzebny! Kocham komentarze!!! ;D

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram