Zapowiadałam Wam onegdaj Kulinarnego Gościa Specjalnego (Obiecanka na 2012) i oto jest!
Nie będę się rozpisywać, żeby wszystkiego nie popsuć ;), ważne jest to, że to osoba bardzo zdolna, że ma na imię Karolina i że uwielbiam Jej bloga:
Nie chciałam sama zapoczątkowywać na moim blogu tematyki kulinarnej, chciałam, żeby rozpoczęła ją Miszczyni i Miszczyni się zgodziła!
Wszystko, co poniżej, jest autorstwa Karoliny ze Zmysłów w Kuchni. Tekst, zdjęcia i potężna dawka dobrego humoru :)


Gust mam dość dziwny. Podobają mi się rzeczy zupełnie skrajne. Z jednej strony mam zamiłowanie do kiczu. Czasem zachwycają mnie surowe, minimalistyczne wnętrza. Kocham dekoracje ludowe. Także mam taką dziwną skłonność do uwielbiania rzeczy, które cieszą oko, ale już niekoniecznie nadają się do czegoś konkretnego. Nie jestem bogata i wynajmuję mały domek i myślę sobie, że na szczęście, bo chyba bym zatonęła w morzu pierdół. Niestety jestem kompulsywnym kupującym. (Czy mogę już zejść z kozetki?)

Po co o tym wspominam? A po to, że może zdziwi moja obecność na tym ładnym blogu o designie, podczas gdy w moim ogródku stoi odrapany krasnal z gipsu, a głównym meblem w moim domu jest stół jadalny z sieciówki i fotel z podnóżkiem z second handu (zwany przez nas czule fotelem Churchilla), a zamiast cukierniczki z porcelany mam słoik po stiltonie, ale szanowna autorka mnie zaprosiła, a ja to zaproszenie przyjęłam z wielką radością. Uwielbiam oglądać zdjęcia ładnych przedmiotów, a jak ktoś wyręcza mnie w wyszukiwaniu i opisywaniu ich, to mogę godzinami je przeglądać. Sama nie mam czasu na śledzenie tej dziedziny. Spędzam go w kuchni. Albo z książkami kucharskimi. Albo robiąc zakupy, aby coś potem ugotować. Albo pisząc o jedzeniu. I o tym wie Funita.

Pewnie sporo osób mnie jeszcze nie zna, więc pochwalę się, że mieszkam w Północnym Yorkshire. I lubię się tym chwalić, równie mocno jak niektórzy ludzie z Yorkshire lubią narzekać, jak to kiedyś mieli źle. Są w tym prawie tak dobrzy jak czterech facetów z Yorkshire w skeczu Monty Pythona
 


Oni się chwalą czego nie mieli, ja się pochwalę, że mam nowy gadżet. Przy okazji prezentując bardzo łatwy przepis na pyszny bochenek herbaciany z Yorkshire.

Na zdjęciu bochenka widać pod foremką deskę w kształcie imbryka. Nie dajcie się tej płaskiej zwieść, bo ona potrafi się poskładać do 3D i robić za koszyk na owoce. O! Nie wiem ile kosztuje, bo to prezent od mojej siostry i jej faceta. Kupił go we Francji, wysyłając mojej siostrze wiadomość o treści "Kupiłem  drewniany rozkładany koszyk na owoce lub jakieś ciepłe naczynie. Jest w kształcie dzbanka". Nie przytoczę, co na ten opis pomyślała wtedy moja siostra, bo to niecenzuralne, ale jak zobaczyła ten gadżet to jej ulżyło. Tyle wiem. Niewiele. Więcej wiem o cieście z Yorkshire, które popularnej jest w całym Zjednoczonym Królestwie pod nazwą bochenek herbaciany i każdy region pewnie ma na nie swój sposób. Ten mój ma w składzie Yorkshire Tea (yorkshiretea.co.uk), a do receptury od pewnej gospodyni z Yorkshire dodałam od siebie kandyzowany imbir. Założę się, że prawdziwi ludzie z Yorkshire znaleźliby tysiąc innych różnić między ich ciastem, a tym np. z południa UK. Ja prezentuję Wam mój ulubiony przepis.

Bochenek herbaciany z Yorkshire

Na małą keksówkę
Do odmierzania składników użyłam miarki 240ml

1 miarka suszonych owoców - użyłam mieszanki rodzynek ciemnych i jasnych (3/4 miarki), kilku kawałków kandyzowanego imbiru, posiekanych i kilku suszonych śliwek, pociętych na paski
1 miarka mocnej ciepłej herbaty 
1 miarka brązowego cukru
2 miarki mąki samo-wzrastającej (selfraising - można ja zrobić samemu mieszając każde 150g mąki pszennej z pól łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki sody)
1 jajko, lekko ubite
30g masła niesolonego, roztopionego
łyżeczka przyprawy do piernika lub ulubionych mielonych korzennych przypraw - cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej

Suszone owoce zalać herbatą i odstawić na całą noc. Następnego dnia owoce wymieszać z resztą składników do momentu, aż zniknie sucha mąka. Można to zrobić mikserem, można za pomocą dużej łyżki. Przełożyć do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i piec przez ok. 1h 15 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C (termoobieg). Jeśli się za mocno spieka na górze, to przykryć ciasto kawałkiem folii. Pod koniec pieczenia włożyć w środek drewniany patyczek/wykałaczkę - musi wyjść sucha, to znaczy że ciasto nie jest surowe w środku. W przeciwnym wypadku dopiec jeszcze przez ok. 15 minut.

Po upieczeniu wyjąć z piekarnika, ostudzić lekko w formie, a potem wyjąć na kratkę i ostudzić zupełnie przed krojeniem. Podawać z dobrą herbatą. Ewentualnie posmarowane masłem i dżemem. Ewentualnie można narzekać, jak to kiedyś było źle. ;)


19 komentarzy

  1. Dziekuje za zaproszenie i ladny wstep. Az sie zaczerwienilam. Jaka tam miszczyni. ;) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczerwieniona Miszczyni, no! ;) Jeszcze raz Ci dziękuję za chęci, za tak piękny i smakowity wpis i dalej podziwiam. I sssstrasznie mam ochotę na herbatę teraz! ;)

      Usuń
    2. Ja pije trzecia i mysle sobie, ze w domu to raczej juz goraco whisky lykne. ;)

      Usuń
    3. a ta whisky na gorąco to z czym??:), że tak zapytam:)))

      Usuń
    4. Whisky, gorąca woda, goździki, sok z cytryny, miód. :)

      Usuń
    5. O, znowu jakaś pychota ;) Ale ja jednak bym powiedziała: whisky, GORĄCO WODO, goździki... ;D A co?!

      Usuń
    6. Moze byc. ;) Scielo mnie wczoraj po tym, ale za to dzis wczesniej sie obudzilam i nasmazylam nalesnikow. :)

      Usuń
  2. Goraco - piekne! :D Goraca aj min. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ wyjątkowy Gość i wspaniały post! Podziwiam wszystko!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia Aniu, dziękuję!

      Usuń
    2. W końcu, Ania, w końcu jakiś sygnał od Ciebie! :)

      Usuń
  4. Świetny wpis, niesamowity chlebek :))

    Życzę dalszej udanej współpracy :))

    OdpowiedzUsuń
  5. wszystko wspaniałe z chlebkiem na czele;)
    Pozdrawiam!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Robię bardzo podobny chlebek:-) Przepis znalazłam w książce kucharskiej dla fanów campingu i rzeczywiście jest doskonały na wyjazdy wszelkie, w tym pod namioty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest swietny, bo dobrze znosi transport i dluzo pozostaje swiezy. :)

      Usuń
  7. Cudny bochenek ! Mam tylko pytanie czy można użyć mniej cukru, ewentualnie zastąpić go np. miodem ? Pozdrawiam, Aga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trudno powiedziec... Miod jest jednak rzadki, a cukier ma chyba wiecej wlasciwosci wiazacych. Ja zreszta nie jestem ekspetem w ciastach, jesli mam byc szczera. ;) Jak juz bardzo chcesz to zamienic, to jednak dalabym 2/3 miarki miodu. Jest slodszy niz cukier, to po pierwsze, a po drugie nie rozrzedzi tak bardzo ciasta. Zmniejszylabym tez w tym momencie maslo o polowe i piekla w ciut nizszej temperaturze, bo miod szybciej sie przypala niz cukier. Ufff, namieszalam w przepisie, ale nie biore za to odpowiedzialnosci. ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Każdy komentarz jest mądry i potrzebny! Kocham komentarze!!! ;D

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram