Na ścianie kropki, na wieszaku kulki, na porcelanie ni to grochy, ni to kuliste plamy, na kocyku lekko rozmyte groszki. Do tego paski, krzyżyki, choinki, cyferki, literki i inne wzory. Niemało ich! Wszystko w czerni i bieli plus oszczędnie, ale widocznie zastosowany kolor. No i szarości, jako wypełnienie i, czasem, podkreślenie.
Wyobrażacie sobie to? Czujecie się dobrze w takiej wizji, w takim otoczeniu?
Dodam jeszcze, że potrzebne będą słowa takie, jak: prostota, zestawianie faktur i wzorów, książki, zabawki i design.
Teraz mamy pełny obraz.

Zaczęło się właśnie od tych kropek na ścianie. Zdecydowanie do samodzielnego zrobienia i zdecydowanie na TAK! Uwielbiam efekt, jaki stworzyła Deborah, malując na śnieżnobiałej ścianie sypialni kropki w lekko nieregularnych odstępach!
Deborah współtworzy pewnego pięknego i bardzo inspirującego bloga:
w skrócie AMM

Kopalnia wiedzy, designu, pięknych zdjęć, wspaniałych wnętrz. Blog pełen radości z powodu piękna, jakie nas otacza i jakie sami potrafimy tworzyć :)
Wcale się nie dziwię, że Deborah ze swoim talentem do aranżowania własnych wnętrz została współpracowniczką AMM :) 

To zaczniemy od tych kropek na ścianie, ok?




Kropki są obłędne :) I powiedzcie, że nie są jednocześnie banalnie proste do zrobienia!
Na drugim zdjęciu sypialni widać nad konsolą/biurkiem dwie większe kropy: to wieszaki na np. biżuterię. Na pierwszym i trzecim zdjęciu widać, że moodboard to nie coś stałego, że zmienia się w miarę odkrywania nowych inspiracji, przechodzenia przez różne nastroje. Nie sądziłam, że monitor Apple z zegarowym wygaszaczem ekranu może być ozdobą wnętrza!
Mamy tu miks drogiego z tanim, np. designerskie (znane i kochane!) krzesło plus poduszkę i lampkę ścienną z Ikea.

W salonie połączonym z jadalnią dodatków w postaci koloru jest nieco więcej. Sypialnia to faktycznie nie jest najlepsze miejsce na szaleństwa kolorystyczne. No, chyba, że ktoś nie lubi spać ;)
Living room to zresztą też nie żadna feeria barw, ale tu już jest więcej zabawy dodatkami, kolorami i zmiennymi dekoracjami.

  






Jak wiele można osiągnąć grając kontrastem bieli i czerni! Tu proste, tam zdobne. Tu matowe, tam błyszczące. Tu jednolite, tam wzorzyste.
Dodajmy do tego trochę szarości, różu, złota, mięty. Trochę drewna. Zadbajmy o dobre oświetlenie. I jest wnętrze, które może się bez wysiłku zmieniać na różne okazje i pod kątem różnych potrzeb.

Kilka mebli i dodatków z tego wnętrza:

 

No i w końcu to, co funity lubią najbardziej, czyli zwiększamy dawkę koloru i przechodzimy do pokoju dziecięcego :)





Nie słyszałam o przypadku kupowania dziecku tylko biało-czarnych zabawek ;) Więc to oczywiste, że pokój dziecięcy nigdy nie będzie monochromatyczny. Chyba, że się te zabawki skrzętnie pochowa, co raczej też nie jest normalne :)
Kolory są przecież niezbędne, by młody człowiek się prawidłowo rozwijał! 
Tu mamy jeszcze kolory na: wieszaku, kartkach-obrazkach, bujanym fotelu i ubrankach.
Ciekawe, czym jest głowa Lorda Vadera? Tylko ozdobą czy jakimś sprytnym pudełkiem? :D Lubię to! Muminki też lubię :)

Kilka mebli i przedmiotów z tego pokoiku:


Ale się wielki ten wpis zrobił! :DDD
A zauważcie, że tu jeszcze nie ma kuchni, łazienki i może innych pomieszczeń, które są, ale o nich nie wiem. Jeszcze, bo Deborah powoli, małymi kroczkami dzieli się z nami tymi pięknymi aranżacjami własnej roboty :)

I jeszcze na dobry humor: zbliża się weekend, czas przyjęć, spotkań, imprez.
Oto przepis Deborah na piękny bufet:

  

Wszystkie zdjęcia z:



:.:.:.:.:.

+++++

/////
Wasza fu ;D




 

6 komentarzy

  1. czuję się już zakropkowana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Kuszą mnie te kropki na ścianach i jakoś tak dziwnie popatruje w stronę pewnej ściany... ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Każdy komentarz jest mądry i potrzebny! Kocham komentarze!!! ;D

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram