Z krzesłami to ja mam niezły zgryz. Od zawsze.
A mianowicie: koncepcja tego, jakie krzesła będą rządzić w mojej wyśnionej jadalni zmienia mi się średnio 333 razy rocznie.
Na szczęście co jakiś czas pewne pomysły wracają i wtedy wiem, że warto przyjrzeć im się uważniej. Jeden pomysł jest naczelny i wynika z mojej niechęci do kompletów: krzesła nie mogą być takie same i w tym samym kolorze. A o resztę, jak Scarlett O'Hara, pomartwię się później ;)

Od pewnego czasu znowu powróciło moje marzenie, żeby ton tej krześlanej zbieraninie nadawał jeden lub dwa egzemplarze firmy TOLIX (tolix.fr). Ach, żeby jeszcze taki okaz był vintage'owo niedoskonały! Obdrapany, przemalowywany, może nawet gdzieś wgnieciony? ;)
W zasadzie skazuję się tym samym albo na poszukiwania w starociach oferowanych przez użytkowników serwisów aukcyjnych albo na własną radosną twórczość. I w to mi graj.


Najsłynniejszy model Tolixowego mebla to krzesło A z 1934 roku. Metalowe i, jak pisze sam producent, głupkoodporne, niezbyt ciężkie, nie masakrycznie drogie (to ostatnie założenie chyba spaliło na panewce...).
Prawie się nie zmieniło od chwili wyprodukowania pierwszego egzemplarza, rozrosła się tylko zarówno gama materiałów wykończeniowych czy dodatkowych, jak i paleta barw. Pojawiły się też nowe modele, wszystkie blisko z Modelem A spokrewnione.



Dlaczego to krzesło? Kolor to sprawa mało ważna, bo każde krzesło da się przemalować.
Ale lekka forma, industrialny zakrętas, ogromne możliwości aranżacyjne (chcesz na zimno, na "loftowo" - ok, chcesz rustykalnie - nie ma sprawy, ma być "artisticznie" - będzie, dostaliśmy w spadku pałac - do pałacu też pasuje), to jest to, co w nim lubię. Zmienię stół, zmienię lampę, a Tolix się wpasuje w nową koncepcję bez problemu. Jeśli Tolixów będzie za dużo, to można je ustawić jeden na drugim i nie zajmują nam cennej przestrzeni. Na dodatek wyglądają wtedy co najmniej tak atrakcyjnie, jak piramidka z kolorowych starych garnków Dansk.
I jeśli mam wydać na niego parę ciężko zarobionych złociszy, to chwała mu za powyższe zalety w dwójnasób :)

Zatem garść inspiracji. Z Modelem A i nie tylko. Bo Tolix to nie tylko kilka modeli krzeseł.
Inspiracje w moim stylu, nie mam ambicji szukać i analizować aranżacji w stylu, którego nie czuję, nie lubię. Jak zwykle jestem monotematyczna ;)))
Przy okazji monotematyczności:  Tolixy suuuuuper pasują do szafki Ikea PS!











 
 

2 komentarze

  1. marzę o tolixie od dawna, regularnie sprawdzam allegro i tablicę w poszukiwaniu jakiegoś staruszka ale nigdy nie natrafiłam nawet na jego cień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że większość DOBRYCH inspiracji Tolixowych określiłam w myśli jako Twoje? Tzn. takie w Twoim stylu :)
      Ten projekt bardzo, bardzo do Twojego sposobu aranżowania przestrzeni pasuje!
      Z Tolixami u nas jest bieda. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i kilka groszy więcej i szukać zagramanicą...

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Każdy komentarz jest mądry i potrzebny! Kocham komentarze!!! ;D

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Instagram